Obrona konieczna w Polsce – próba oceny

Jednym z podstawowych praw podmiotowych człowieka jest prawo do działania w obronie koniecznej. W polskim prawie karnym, obrona konieczna to jeden z kontratypów, czyli okoliczności wyłączających odpowiedzialność karną.

Działanie w warunkach i granicach obrony koniecznej powoduje, że naruszenie dóbr napastnika przez odpierającego zamach, pomimo wypełnienia znamion czynu zabronionego, nie jest przestępstwem, ponieważ uchylona zostaje tutaj karna bezprawność czynu.

Trzydzieści pięć lat od uchwalenia ustawy Wilczka, która zapoczątkowała przemiany gospodarcze i ustrojowe w Polsce oraz dwadzieścia siedem lat obowiązywania Kodeksu karnego z 1997 roku to wystarczająco długi okres, aby pokusić się o próbę oceny funkcjonowania w praktyce instytucji obrony koniecznej w Polsce.

Obrona konieczna w Polsce, moim zdaniem, ma trzy oblicza:

1. Przepisy prawa zawarte w art. 25 Kodeksu karnego.

Chociaż nie czuję się, z oczywistych względów, upoważniony do formułowania autorytatywnych ocen obowiązujących w naszym kraju przepisów w zakresie obrony koniecznej, to moja prywatna i subiektywna ocena jest nad wyraz pozytywna. Moja opinia oparta jest na analizie setek (dosłownie) postępowań dot. obrony koniecznej w Polsce. W wielu przypadkach sądy orzekają przekroczenie granic obrony koniecznej lub, choć znacznie rzadziej, orzekają, że czyn broniącego się w ogóle nie kwalifikuje się jako działanie w obroni koniecznej. Czasem potrzebna jest dokładna analiza zdarzenia, a czasem nawet już pobieżna pokazuje, że niekorzystny dla broniącego się wyrok wynika w ewidentnego przekroczenia granic wytyczonych przez prawo.

W 1999 roku miałem okazję i zaszczyt rozmawiać z jednym ze specjalistów z zakresu prawa karnego w Polsce. Profesor zajmował się w szczególności porównywaniem przepisów polskiego prawa karnego do przepisów obowiązujących w krajach uznawanych wtedy jako tzw. demokracje skonsolidowane. Na prośbę o ocenę polskiego prawa karnego na tle państw takich jak, np. Stany Zjednoczone czy Francja, profesor odpowiedział, że w jego opinii, mamy jeden z najlepszych kodeksów karnych na świecie. Na pytanie, jak ocenia interpretację przepisów prawa przez prokuratorów i sędziów, odpowiedzią było jednoznaczne w swej wymowie machnięcie rękami i krótkie zdanie: Proszę nie pytać.

Wniosek jest jeden: Jeżeli coś źle zadziałało, jeżeli ktoś został w jakiejś konkretnej sprawie potraktowany niesprawiedliwie, to wina leży po stronie ludzi, a nie przepisów.

2. Interpretacja obowiązujących przepisów w tym zakresie w odniesieniu do konkretnych przypadków, mająca niejednokrotnie postać bulwersujących opinię publiczną postaw prokuratury.

Przepisy określające tak skomplikowaną i delikatną sferę, jaką jest obrona dóbr osobistych człowieka, muszą pozostawać ogólne. Cały Artykuł 25 Kodeksu karnego to zaledwie cztery zdania. Wysoki poziom ogólności przepisów pozostawia szerokie pole do ich interpretacji. To jednocześnie dobrze i źle.

Dobrze, ponieważ szerokie pole do interpretacji umożliwia bardzo elastyczne podejście do konkretnego problemu i w efekcie decyzja prokuratury czy wyrok sądu może (i powinien) brać pod uwagę wszelkie aspekty konkretnej sprawy.

Źle, ponieważ pozostawia szeroki margines błędu. Dotyczy to szczególnie decyzji prokuratury. Statystyki jednoznacznie pokazują, że prokuratura najczęściej stawia zarzuty niejako „na wyrost”. To może budzić poczucie niesprawiedliwości.

Jednakże, jako praktyk, muszę wystąpić (trochę) w obronie prokuratury. Po pierwsze, prokuratura jest organem wykonującym zadania przede wszystkim w zakresie ścigania przestępstw. Z racji tego, czym zajmuję się na co dzień, znam wielu prokuratorów, najczęściej na stopie koleżeńskiej. Na pytanie, kiedy w sytuacji odpierania zamachu na dobra osobiste, którego skutkiem jest naruszenia dóbr osobistych napastnika, nie postawili by zarzutów broniącemu się, wszyscy odpowiadają podobnie – kiedy mieliby stuprocentową pewność, że broniący się nie popełnił czynu zabronionego, z naciskiem na przymiotnik stuprocentową. Najczęściej takiej pewności nie ma i to właśnie ten brak pewności w tej fundamentalnej kwestii powoduje, że często stawiane są zarzuty, które mogą się wydawać „na wyrost” i odbierane są jako przejaw braku sprawiedliwości. Po drugie, niekiedy mają miejsce postępowania, gdzie prokuratura musi odpierać zarzuty o pobłażliwość czy stronniczość w przypadku umorzenia postępowania lub postawienia zarzutów, które mogą wydawać się zbyt łagodne w stosunku do oczekiwań strony poszkodowanej lub jakiejś grupy zawodowej lub społecznej.

3. Wykładnia utrwalona w orzecznictwie sądów apelacyjnych oraz Sądu Najwyższego.

Wykładnia prawa w interesującym nas temacie, to przede wszystkim wskazanie, w jaki sposób należy interpretować istniejące, bardzo ogólne przepisy. Inaczej mówiąc, co jest istotą tych przepisów, co leżało u podstaw przy ich tworzeniu, czyli co tak na prawdę było wolą ustawodawcy. Orzecznictwo sądów wyższej instancji w postępowaniach dot. obrony koniecznej w Polsce jest bardzo bogate. Mnogość różnych, niekiedy bardzo ciekawych przypadków, zaowocowała powstaniem jasnej wykładni, która moim zdaniem jest zupełnie wystarczająca do właściwego zinterpretowania jakiegokolwiek przypadku. Twierdzę tak na podstawie analizy orzeczeń sądów wyższej instancji począwszy od lat 70., czyli na przestrzeni pół wieku. To co szczególnie rzuca się w oczy podczas analizy istniejącej wykładni, to jej spójność. Radykalne zmiany ustrojowe, jakie miały miejsce w trakcie badanego okresu nie wpłynęły na interpretację istniejących przepisów prawa. Dogłębna analiza uzasadnień wyroków – zarówno tych, które zapadły jeszcze za „komuny”, jak i tych już w czasach demokracji ujawnia niezmieniającą się, pomimo przemian, wolę ustawodawcy, tą samą logikę interpretacji przepisów a także takie same, w wysokim stopniu uniwersalne kryteria wyznaczania granic obrony koniecznej.

Podsumowanie.

W czasach słusznie minionych, jeżeli sprawa nie miała zabarwienia politycznego lub jedna ze stron jakiegoś konkretnego zajścia nie była powiązana z szeroko rozumianą władzą, to podejście prokuratury, a szczególnie sądów nie budzi większych zastrzeżeń natury merytorycznej.

W początkach transformacji, w dużej mierze jako odpowiedź na oczekiwania społeczne, doszło do zbyt daleko posuniętej liberalizacji – swego rodzaju zachłyśnięcia się wolnością. Podejście do osób łamiących prawo było zbyt łagodne, a do czynności podejmowanych przez funkcjonariuszy policji zbyt restrykcyjne. Oceniając tamte czasy z dzisiejszej perspektywy, wydaje się to do pewnego stopnia zrozumiałe, jako potrzeba chwili, takie odreagowanie „komuny”. Wspomniana liberalizacja znalazła swoje odzwierciedlenie również w ocenie działania w obronie koniecznej, przede wszystkim przez prokuraturę. Przez całe nieomal lata 90., a szczególnie w pierwszej ich połowie można było odnieść wrażenie, że w sytuacjach ataku i obrony zarzuty stawiano stronie, która – mówiąc w dużym uproszczeniu – wygrała walkę. Ważniejsze od tego, kto był napastnikiem, a kto podejmował obronę, było to, kto był bardziej poszkodowany w wyniku konkretnego zajścia. Początek transformacji i nowe realia zapoczątkowały znaczną brutalizację przestępczości. Trwało to mniej więcej do połowy pierwszej dekady nowego stulecia, kiedy Policja rozbiła większość odpowiedzialnych za tę sytuację gangów i w konsekwencji tego co głupsi przestępcy wylądowali na długie lata w więzieniach, a co mądrzejsi przerzucili się z obcinania palców na wyłudzanie podatku VAT. Powyższe wymusiło zmianę podejścia do oceny przypadków ataku i obrony.

W ostatnich latach doszło do pozornie kosmetycznej, a w rzeczywistości znaczącej zmiany przepisów Artykułu 25 Kodeksu karnego. Zmiany te, chociaż nie rozciągają istniejących granic obrony koniecznej, to z dużej mierze łagodzą skutki ich przekroczenia.

Dzisiaj, po ponad trzydziestu latach wciąż jeszcze trwającej transformacji państwa i społeczeństwa mamy do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, który podąża za zmianami i idzie w dobrym, w mojej ocenie kierunku.

Jeżeli chcesz się dowiedzieć coś więcej o noszeniu broni zapraszamy na nasz kurs on-line z wybitnym specjalistą w tej dziedzinie – Jarosławem Hebdą. Noszenie Broni